sobota, sierpnia 22, 2015

Związki

11 comments
          Parafrazując za księdzem Tischnerem (i naginając nieco pojęcie parafrazy): Związki, (pół)związki i gówno związki. I o tym chciałbym napisać słów kilka. O osobistej refleksji nad samą ideą związków, jak i innych, bardziej przyziemnych i codziennych kwestiach z nimi związanych. 

          Zawsze zastanawiała mnie kwestia tego w jaki sposób ludzie dobierają się w pary. Pani pedagog na jednych zajęciach, od groma czasu temu, mawiała o kluczu fizycznym. Wybieramy osoby podobnej urody do naszej. Ale to jedna z tysiąca części składowych. Pierwszych rozmów, podchodów, historii, nieśmiałości... bądź zupełnie na odwrót. Co para to inna historia. Ale kilka części wspólnych by i się znalazło. Podobno przeciwieństwa się przyciągają. Logiki w tym brak ale ziarno prawdy całkiem spore. Sam mogę posłużyć za przykład. Może uporządkuje nieco formę wypowiedzi nadając jakieś podtytuły! 

Początki

           Motyle w brzuchu, myśli bez słów, słowa bez myśli? Niektóre znajomości rozpoczynają się nagle, częstokroć z przypadku. Inne dojrzewają na kolejnych etapach relacji społecznej, by w końcu przejść na wyższy poziom. Godziny rozmów, fascynacja, chęć poznania drugiej osoby, spacery i powolne uzależnienie się od siebie. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Ciekawość, przesiana fascynacją i niezrozumieniem tego, co się ze mną dzieje. Z biegiem czasu odczuwałem coraz większą potrzebę rozmów, spotkań. Obok pociągu intelektualnego rozpoczął się również ten fizyczny. I tak w otoczce rzucania płytami, pisania listów i wspólnych spacerów (między innymi po Toruniu) relacja dwóch znajomych osób z jednej klasy w ogólniaku zrodziła się w coś silniejszego. Na tyle silnego, że trwa po dziś dzień. Mimo kompletnych sprzeczności, które obrazuje nawet pierwsze zdjęcie. 

Prywatność

Źródło: Dude Comedy/Instagram
          Jest dla mnie rzeczą świętą. Tłumaczę to sobie faktem, iż przez większość życia współdzieliłem pokój z siostrą. W związku stała się ona kwestią nieco płynniejszą, rzekłbym - wspólną. Do swojego intymnego zacisza wpuściłem osobę z którą ów intymność współdzieliłem. Oczywiście wciąż pozostają pojedyncze tajemnice, niedopowiedzenia ale są one już czymś bardziej wspólnym. Moją osobistą fobią jest dotykanie mojego telefonu. Jestem na tym punkcie strasznie przewrażliwiony i nie panuję nad tym. A to stwarza pozory jakobym coś ukrywał. Ech, osobiste urazy i obsesje. W związku tworzy się coś takiego jak wspólna prywatność. Relacja pozostaje kwestią wspólną pomiędzy (zazwyczaj) dwójką osób. Nie potrafię zrozumieć osób, które zachodzą w związki na facebooku i wstawiają wspólne zdjęcia w dosyć prywatnych sytuacjach. Żebyście mnie źle nie zrozumieli - nic do tego nie mam. Tylko z osobistego punktu widzenia nie potrafię zrozumieć idei 5 zdjęć dziennie, podczas oralnej wymiany płynów ustrojowych (o pocałunku piszę, grzesznicy!). Bądź ogłaszania bycia w związku, w oczekiwaniu na nadmierną ilość szczęścia w komentarzach. Co kto lubi, niechaj robi! Dbajmy jednak o tę prywatność, bo nie zostaje nam jej za wiele! Nikt nikomu nie musi udowadniać tego, że jest w szczęśliwym związku. Bo moim zdaniem to kwestia doszczętnie prywatna. Ale to na ile prywatny pozostaje wasz związek - jest waszą sprawą! Szczególnie, że i u mnie znalazłoby się kilka takich fotografii. Byle to wszystko racjonalizować!  

Zazdrość

           Zależność własnych obsesji, kompleksów i zaufania. Trucizna związków. Denerwowanie się, paranoiczne postrzeganie rzeczywistości. Chorobliwa zazdrość tłumaczy częstokroć początkom związku aż w końcu zanika z rutyną, a czasem i zwyczajnym wzrostem zaufania. Grunt to zaufanie, nieokłamywanie się i hamowanie paranoi tworzących się w głowie. Potem jest już z górki. Sam byłem zazdrośnikiem jak cholera, bez bicia się przyznaję! Racjonalny głos w mojej głowie powoływał się na zaufanie, podczas gdy paranoja wciąż rosła, wyczekując na informację o bezpiecznym powrocie do domu. Teraz też występuje ale w zdrowszej wersji. Pozwala zatęsknić i uświadomić sobie na jak wspaniałą istotę się trafiło. 

sprawdzonypsycholog.pl/kiedy-w-zwiazku-pojawia-sie-zazdrosc
,,Kogo płomień zazdrości otoczy, ten na koniec, jak skropion, zatrute żądło skieruje przeciw sobie."
[w:] Fryderyk Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra 

Zmiany!

          Słyszałem kiedyś, że idealny związek to taki w którym ludzie akceptują się takimi, jakimi są naprawdę. Sformułowanie śliczne, smaczne  i nieprawdziwe. Jak już się chce tworzyć związek idealny to stawiałbym na połączenie piwa i orzeszków solonych. A zazwyczaj rzeczywistość funduje nam sernik z rodzynkami, bądź jabłko z gyrosem. Każdy związek łączy się z pewnymi zmianami. Czarne koszulki zespołów rockowych, ustępują kolorowym koszulom. Papierosy odchodzą w zapomnienie na rzecz rolek. Nadmierne szaleństwo pyta w domyśle partnera o to, co powinno się robić. Zatem jeszcze śliczniejszym sformułowaniem jest to, że związki dojrzewają. Osoby, które w nim pozostają pragną być lepszymi. Zazwyczaj dla siebie samych, by podobać się własnym oczom ale często też i drugiej osobie. Nawet jeśli chodzi o rudy kolor włosów, czy tatuaż w dziwnym miejscu. Im bardziej nam zależy, tym teoretycznie pragnienie zmiany na lepsze (względem upodobań drugiej osoby) powinno być większe. Chociaż zazwyczaj ogranicza się to do dążenia w kierunku upodobań jednego z partnerów. Ale zawsze jest to jakieś wyjście. Gdzie związek, tak problemy i kompromisy. A gdzie kompromisy, tam i zmiany się napatoczą. 

Związki partnerskie!!!

deviantart.com/art/This-Is-Love-122497511
          Temat sporny w polskim prawie z zupełnie absurdalnych pobudek. Mający swoje początki na Krecie (początki VII w. p.n.e.) i w Starożytnym Rzymie. W dużym uproszczeniu, związki partnerskie są formą regulacji/formalizacji prawnej związku dwóch osób. Pomocny przy sprawach testamentowych, czy chociażby kwestii zwykłego komfortu psychicznego. W Polsce częstokroć zdarza się, że jakaś osoba izoluje się od swojej rodziny, pozostając w relacji z wybraną osobą (chociażby tej samej płci). Lecz w wyniku nagłej śmierci i braku testamentu dziedziczenie przypada na zapomnianą, odizolowaną rodzinę. Sens w tym żaden. Polska jest krajem umiarkowanie laickim i zgodnie z konkordatem (1993 rok) istnieje rozdzielność pomiędzy Kościołem, a państwem w Polsce. Prawo kanoniczne, a prawo panujące powszechnie w Polsce to dwie odrębne płaszczyzny. Oczywiście pewne wartości etyczne, jak i kwestie historyczne znajdują swoje uznanie w Polskim prawie. Pośrednie invocatio Dei w konstytucji, czy chociażby wskazanie na możliwość dodania tak mi dopomóż Bóg przy przysiędze prezydenckiej (z czego nie skorzystał chociażby Prezydent Kwaśniewski). I tak oto zwolennicy Kościoła i jego lobbyści, dofinansowujący prawicowe partie walczą o to, by elementarna jednostka społeczna, którą jest rodzina pozostawała w swej pięknej okazałości jako związek kobiety i mężczyzny. Obrzydzenie wprowadza gestia związku osób tej samej płci, chociaż jest to zjawisko powszechne (i było od dawien dawna). Dopóki Kościół ma tak silną pozycję w Polsce - wprowadzenie związków partnerskich nie będzie możliwe. A szkoda! Bo otwierałoby to możliwości nawet osobom pozostającym w konkubinacie, którzy z różnych względów (a nawet i finansowych) nie wchodzą w związek małżeński. Dobrze jest mieć wybór, dodatkowe możliwości. I mam nadzieję, że chociaż pod tym względem się ze mną zgodzicie. Jako kontrargument pada częstokroć moda na bycie homoseksualnym. Że pozoruje się takiego, częstokroć jest się w związku tego typu dla jakiegoś lansu, czy chociażby widzimisię. I co z tego? Niechaj każdy podąża za modą, która mu się podoba, o ile nie wyrządza krzywdy innym. 

Wyznaniorefleksja

          Wszystko się zmienia. I mimo nastrojów, problemów, niezrozumienia, różnic, a nawet i dużej odległości jedna rzecz pozostaje mi bliska. To, że wszelkim moim działaniom (zaraz po przebudzeniu) towarzyszą myśli o tej drugiej osobie. I jakoś tak raźniej mieć w głowie tą uśmiechniętą twarzyczkę, wkurzającą się po raz setny o tę samą drobnostkę. Peace! 



Na zakończenie podzielę się z wami jeszcze moim ulubionym wierszem księdza Twardowskiego, który tematykę związków (czy może miłości) dotyka brudnymi paluchami. Dlaczego? Bo towarzyszył mi już od lekcji polskiego w szkole podstawowej.

Jest jeszcze taka miłość
ślepa bo widoczna
jak szczęśliwe nieszczęście
pół radość pół rozpacz
ile to trzeba wierzyć
milczeć cierpieć nie pytać
skakać jak osioł do skrzynki pocztowej
by dostać nic za wszystko

miej serce i nie patrz w serce
odstraszy cię kochać


11 komentarzy:

  1. mega blog ;>
    flarri.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu jest ktoś kto także nie rozumie idei dokumentacji związku na facebooku! To tak strasznie głupie, że aż nie mam siły wymyślać bardziej inteligentnego przymiotnika. W końcu pocałunek, jest tak intymną rzeczą, że publikacja go w internecie wydaje mi się obdarciem z wszelkiej prywatności i romantyczności... A to ustawianie statusu "w związku" i oczekiwanie na komentarze... i te same komentarze "szczęścia i wytrwałości", jak ludzie mogą podpisać się pod czymś tak żenującym? AAA masakra :D
    Co do samej idei zamian, jak najbardziej zgodzę się z tym, że cała ta akceptacja wszystkiego to tylko ładne sformułowanie... W końcu nie ma się co oszukiwać dwoje ludzi musi znaleźć płaszczyznę porozumienia, inaczej się nie da.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama bym tego lepiej nie ujęła. Zmieniamy się czy tego chcemy czy też nie.Mamy o kim myśleć i dla kogo żyć, choć czasami tej drugiej połówce chciałoby się wytargać uszy za droczenie z samego rana, przynajmniej u mnie tak jest. Zazdrość też jest potrzebna, ale wiadomo w umiarkowanych ilościach.
    pozdrawiam i powodzenia w dalszym pisaniu życzę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. no cóż każda miłość jest inna, z czasem jej też się uczymy, tak jak napisałeś o zazdrości, że dopiero z wiekiem człowiek umie ją opanować, uważam, że jak ktoś chce dodać zdjęcie i się pochwalić to jego sprawa, ja tego nie robię, ze związkami homoseksualnymi też nie mam problemu, są to są, nie zaglądam nikomu pod pierzynę

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, ludzie czasem po prostu nie potrzebują prywatności, bo inaczej chroniliby ją całym sobą, mieli granice, co wstawić, co pokazać innym albo co napisać, by wszyscy wiedzieli, a co zachować dla siebie i dla swojego ukochanego. Ja nigdy nie pokazywałam zbyt wiele swojego życia innym, moja prywatność jest dla mnie świętością, podobnie jak dla bliskich mi osób. Fajnie jest przeżywać życie w swoim gronie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja do dziś nie wiem jaka jest zasada dobierania się w pary a to dlatego ,że ja i moja druga połówka jesteśmy zupełnie różni. Piękne początki, które opisujesz też pamiętam do dziś, ale to tyle, bo zostały wspomnienia. Ludzie poznając się zaczynają poznawać swoje różne oblicza, często sprzeczne i wtedy zaczynają się po sobie drzeć, ale to jest temat na osobną historię.
    Chociaż wróć.. może jednak nie na osobną, bo w kwestji tej prywatności każdy ma swoje przyzwyczajenia i dopóki się ich wszystkich nie pozna to bardzo często można liczyć na nieoczekiwane zwroty akcji - dużo lepsze niż w filmach. Zazdrość w tych wszystkich komediach romantycznych też jest bardzo przereklamowana, bo dla mnie jest to normalny etap przejściowy. Czasami pojawia się jeszcze, kiedy już o początkach związku dawno zapomnieliśmy, ale to chyba skutek uzależnienia od drugiej osoby i bardziej okazania jak mocno nam na kimś zależy - oczywiście w granicach zdrowego rozsądku.
    Każdy związek przynosi ze sobą zmiany, bo przecież nie jesteśmy już wtedy singlami, więc czasami trzeba odpuścić i dostosować się z jednej jak i z drugiej strony. Grunt to nawet po III wojnie światowej znaleźć kompromis. On przynosi dużo więcej radości niż kłótnia, chociaż od czasu do czasu dobra kłótnia buduje związek.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś wydawało mi się, że odnalazłem swoje szczęście. Boleśnie przekonałem się, że to był błąd.
    Choć tu mowa o tym, jak ludzie się łączą, dorzucę swoje pięć groszy: niektórzy nie powinni się wiązać. Z nikim, nigdy. Niektórym związek nie jest pisany.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie będę pisać o facebookach i innych wynalazkach....
    Jako będąca w związku szmat czasu mogę powiedzieć, że nie ma związków idealnych, bo człowiek nie jest ideałem, bo i czemu miałby być, każdy z nas ma inne ideały, my sami zmieniamy się przez lata i sami nie jesteśmy wolni od wad. warto jednak dbać o związek, doświadczeń przeobrażeń, a zanim pomyślisz o zdradzie, zawsze pomyśl, ile masz do stracenia i czy warto....

    OdpowiedzUsuń
  9. Nienawidzę zazdrości w związku. Niekiedy może ona niejako "uleczyć" sytuację, ale zazdrość, która jest chorobliwa - to istny koszmar. Ważną kwestią jest dla mnie również prywatność, o której wspomniałeś. Ja dzieliłam w dzieciństwie pokój z bratem, a Ty z siostrą - wiem, jak to jest, tylko z drugiego punktu widzenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wspominam z rozrzewnieniem i raz na jakiś czas czytam sobie takie wspomnienie w postaci screena z Facebooka, kiedy to moja znajoma weszła w związek z chłopakiem swojej koleżanki, czym wzbudziła falę gniewu i ekscytacji. Po roku się zaręczyli i o żadnej nienawiści nie było już mowy.

    Mam trochę zapędy stalkerskie i problemy z zazdrością i kontrolą. Czyli został mi kot i własna winiarnia. :)

    OdpowiedzUsuń